Tak, jak obiecałam- dzisiaj kolejny "rozdział" :) Znowuż krótki, ale co tam. Przebrniecie jakoś przez to. Mam nadzieję xD Tak w ogóle to w przyszłym tygodniu raczej dodam kolejny wpis na "moim świecie". Na pewno się dowiecie, gdy to nastąpi. Tymczasem- czytajcie! (i komentujcie, bo Wasze komentarze są naprawdę bardzo podbudowujące i wspierające)
````````````````````````````````````````````````````````
Piknik
mijał w miarę spokojnie. Jak się okazało, mama miała rację mówiąc, że w
mgnieniu oka wszystko zniknie. Nie mogłam się doczekać, aż zaczniemy realizować
swój “genialny”, według Jamesa, plan.
Trochę
się bałam, że rodzice będą na mnie źli, gdy go zrealizujemy. Szczególnie
ostatni punkt.
–
A co tam się przejmujesz, Jul. Ja ciągle swoim robię na złość i jakoś żyję –
powiedział mi Syri, gdy się z nim podzieliłam swoimi obawami.
–
Czemu im dokuczasz? – dopiero po chwili się zorientowałam, że Black pierwszy
raz wspomniał o swojej rodzinie. Jedyne, co o nich wiedziałam, to że są
baaaardzo bogaci i wszyscy się odnoszą do nich z szacunkiem.
–
Po prostu mi się nudzi. Mam młodszego brata, Regulusa, i zawsze, jak coś zrobię
nie tak, jak mi mamusia kazała, to on leci i na mnie skarży. Potem ona
na mnie krzyczy i ja zaczynam robić jej na złość, żeby wiedziała, że nie może
robić ze mną, co chce. . .-umilkł, tak jakby zdał sobie sprawę, że powiedział
za dużo. Patrzyłam na niego i czułam współczucie. Cieszę się, że nie mam
młodszego rodzeństwa. Ale z drugiej strony to mama i tata by chyba na mnie nie
krzyczeli za byle co. Chociaż kto wie. . .
Odwróciłam
wzrok i wgryzłam się w kanapkę z dżemem malinowym, który zrobiła babcia
Pottera. Myślę, że są bardzo fajnymi ludźmi. Bardzo ich polubiłam.
Wpatrywałam
się w oddalone parę kilometrów wzgórze i dopiero po chwili zauważyłam, że w
naszą stronę poruszają się dwie sylwetki. Wstałam i zaczęłam się dokładniej im
przypatrywać. Parę sekund później stwierdziłam, że to są rodzice i usiadłam z
powrotem na kocu. Trochę się zdziwiłam, jako że mieli się pojawić dopiero za co
najmniej dwie godziny. Postanowiłam, że nikomu nic nie powiem. Niech mają
niespodziankę, a co!
–
Cześć kochani! Jak tam piknik? Przyniosłam jeszcze trochę jedzenia i picia, bo
jak widzę niewiele pozostało – zaśmiała się mama. Poczułam szturchnięcie w bok
i gdy się obejrzałam, zobaczyłam Jamesa i Syriusza szczerzących się do mnie
jakby Boże Narodzenie było już jutro. Kiwnęli głowami i poszłam za nimi. Weszliśmy do lasku.
–
To co najpierw? Mrówki? A macie jakiś słoiczek? – szepnęłam do nich.
Mimo
wszystko bałam się, że coś się nie uda i że nakrzyczą na mnie rodzice. Zawsze
byłam taka grzeczna i posłuszna. Nigdy im się nie sprzeciwiłam. Nigdy nie
rozrabiałam. A może teraz przyszła w końcu pora na “rozwój”? No cóż. . . raz się żyje, co nie?
–
eee. . . Zapomniałem wziąć– powiedział
zmieszany Syrek. Najwidoczniej on się miał o to zatroszczyć. Bez słowa wróciłam
do miejsca piknikowego i zabrałam parę pustych słoiczków. W prawie każdym były
pozostałości po jakichś dżemach albo innych słodkich rzeczach. “Jeszcze
lepiej”– pomyślałam.
–
Juluś, po co ci te słoiki? – spytał tata.
–
Trzeba je chyba umyć, no nie?– odpowiedziałam bez mrugnięcia okiem.
–
Ale przecież tu nie ma żadnego strumyka w pobliżu – dopowiedziała mama.
–
Ale James i Syriusz powiedzieli, że kiedyś znaleźli jakieś źródło. . . – ledwo
dokończyłam i pobiegłam do lasku. Czułam na sobie wzrok dorosłych. “A niech to!
Jeszcze się domyślą i co wtedy? No trudno. . . Jakoś będzie”
–
Proszę. Wystarczy? – burknęłam i rzuciłam im zdobycz pod nogi.
–
Jul jesteś złota! – krzyknął rozradowany Jim.
–
Taaa? A gdzie tu widzisz złoto?– Syrek powiedział to w jakiś. . . inny sposób.
Jakoś tak. . . Wrednie? Spojrzałam na niego.
–
A ciebie co ugryzło?– spytał od razu okularnik– przestań się droczyć na nas bo
inaczej się nie uda.
Syriusz
jakby na zawołanie się rozchmurzył. Nie mogłam tego pojąć. Ale stwierdziłam, że
później się nad tym zastanowię. Teraz mieliśmy do zrealizowania nasz plan. . .
W
taki oto sposób powstała pierwsza połówka Huncwotów, chociaż wtedy nikt się
jeszcze nad tym nie zastanawiał, co z tego wyniknie. Był to początek wielkiej
przyjaźni dwóch chłopców i dziewczyny, mającej za opiekuna demona, Księcia
Ciemności. . .
Spoko rozdział :D szkoda że króciutki, no ale jak mówisz że potem będzie dłużej to tylko trza czekać :)
OdpowiedzUsuńHa, urocze dzieciaki :D
OdpowiedzUsuńNiby taki krótki i lużny fragment, a jednak moment o rodzinie Syriusza
tak trochę zasmuca. To musi być strasznie przykre dla tak młodego chłopca
nie mieć zupełnie zrozumienia w domu i oparcia w rodzinie. Nawet ciężko
sobie wyobrazić jak się czuł. Btw ta kreatywność dzieci jest niepokojąca :D
Strach pomyśleć co im jeszcze do głowy wpadnie, ale skoro Huncwoci to wiadomo
że na pewno będzie wesoło ^^