czwartek, 30 maja 2013

5. Kolejne spotkanie i piknik cz.2

Tak, jak obiecałam- dzisiaj kolejny "rozdział" :) Znowuż krótki, ale co tam. Przebrniecie jakoś przez to. Mam nadzieję xD Tak w ogóle to w przyszłym tygodniu raczej dodam kolejny wpis na "moim świecie". Na pewno się dowiecie, gdy to nastąpi. Tymczasem- czytajcie! (i komentujcie, bo Wasze komentarze są naprawdę bardzo podbudowujące i wspierające)
 ````````````````````````````````````````````````````````
Piknik mijał w miarę spokojnie. Jak się okazało, mama miała rację mówiąc, że w mgnieniu oka wszystko zniknie. Nie mogłam się doczekać, aż zaczniemy realizować swój “genialny”, według Jamesa, plan.
Trochę się bałam, że rodzice będą na mnie źli, gdy go zrealizujemy. Szczególnie ostatni punkt.
– A co tam się przejmujesz, Jul. Ja ciągle swoim robię na złość i jakoś żyję – powiedział mi Syri, gdy się z nim podzieliłam swoimi obawami.
– Czemu im dokuczasz? – dopiero po chwili się zorientowałam, że Black pierwszy raz wspomniał o swojej rodzinie. Jedyne, co o nich wiedziałam, to że są baaaardzo bogaci i wszyscy się odnoszą do nich z szacunkiem.
– Po prostu mi się nudzi. Mam młodszego brata, Regulusa, i zawsze, jak coś zrobię nie tak, jak mi mamusia kazała, to on leci i na mnie skarży. Potem ona na mnie krzyczy i ja zaczynam robić jej na złość, żeby wiedziała, że nie może robić ze mną, co chce. . .-umilkł, tak jakby zdał sobie sprawę, że powiedział za dużo. Patrzyłam na niego i czułam współczucie. Cieszę się, że nie mam młodszego rodzeństwa. Ale z drugiej strony to mama i tata by chyba na mnie nie krzyczeli za byle co. Chociaż kto wie. . .
Odwróciłam wzrok i wgryzłam się w kanapkę z dżemem malinowym, który zrobiła babcia Pottera. Myślę, że są bardzo fajnymi ludźmi. Bardzo ich polubiłam.
Wpatrywałam się w oddalone parę kilometrów wzgórze i dopiero po chwili zauważyłam, że w naszą stronę poruszają się dwie sylwetki. Wstałam i zaczęłam się dokładniej im przypatrywać. Parę sekund później stwierdziłam, że to są rodzice i usiadłam z powrotem na kocu. Trochę się zdziwiłam, jako że mieli się pojawić dopiero za co najmniej dwie godziny. Postanowiłam, że nikomu nic nie powiem. Niech mają niespodziankę, a co!

– Cześć kochani! Jak tam piknik? Przyniosłam jeszcze trochę jedzenia i picia, bo jak widzę niewiele pozostało – zaśmiała się mama. Poczułam szturchnięcie w bok i gdy się obejrzałam, zobaczyłam Jamesa i Syriusza szczerzących się do mnie jakby Boże Narodzenie było już jutro. Kiwnęli głowami  i poszłam za nimi. Weszliśmy do lasku.
– To co najpierw? Mrówki? A macie jakiś słoiczek? – szepnęłam do nich.
Mimo wszystko bałam się, że coś się nie uda i że nakrzyczą na mnie rodzice. Zawsze byłam taka grzeczna i posłuszna. Nigdy im się nie sprzeciwiłam. Nigdy nie rozrabiałam. A może teraz przyszła w końcu pora na “rozwój”? No cóż. . .  raz się żyje, co nie?
– eee. . .  Zapomniałem wziąć– powiedział zmieszany Syrek. Najwidoczniej on się miał o to zatroszczyć. Bez słowa wróciłam do miejsca piknikowego i zabrałam parę pustych słoiczków. W prawie każdym były pozostałości po jakichś dżemach albo innych słodkich rzeczach. “Jeszcze lepiej”– pomyślałam.
– Juluś, po co ci te słoiki? – spytał tata.
– Trzeba je chyba umyć, no nie?– odpowiedziałam bez mrugnięcia okiem.
– Ale przecież tu nie ma żadnego strumyka w pobliżu – dopowiedziała mama.
– Ale James i Syriusz powiedzieli, że kiedyś znaleźli jakieś źródło. . . – ledwo dokończyłam i pobiegłam do lasku. Czułam na sobie wzrok dorosłych. “A niech to! Jeszcze się domyślą i co wtedy? No trudno. . . Jakoś będzie”
– Proszę. Wystarczy? – burknęłam i rzuciłam im zdobycz pod nogi.
– Jul jesteś złota! – krzyknął rozradowany Jim.
– Taaa? A gdzie tu widzisz złoto?– Syrek powiedział to w jakiś. . . inny sposób. Jakoś tak. . . Wrednie? Spojrzałam na niego.
– A ciebie co ugryzło?– spytał od razu okularnik– przestań się droczyć na nas bo inaczej się nie uda.
Syriusz jakby na zawołanie się rozchmurzył. Nie mogłam tego pojąć. Ale stwierdziłam, że później się nad tym zastanowię. Teraz mieliśmy do zrealizowania nasz plan. . .


W taki oto sposób powstała pierwsza połówka Huncwotów, chociaż wtedy nikt się jeszcze nad tym nie zastanawiał, co z tego wyniknie. Był to początek wielkiej przyjaźni dwóch chłopców i dziewczyny, mającej za opiekuna demona, Księcia Ciemności. . .

2 komentarze:

  1. Spoko rozdział :D szkoda że króciutki, no ale jak mówisz że potem będzie dłużej to tylko trza czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, urocze dzieciaki :D
    Niby taki krótki i lużny fragment, a jednak moment o rodzinie Syriusza
    tak trochę zasmuca. To musi być strasznie przykre dla tak młodego chłopca
    nie mieć zupełnie zrozumienia w domu i oparcia w rodzinie. Nawet ciężko
    sobie wyobrazić jak się czuł. Btw ta kreatywność dzieci jest niepokojąca :D
    Strach pomyśleć co im jeszcze do głowy wpadnie, ale skoro Huncwoci to wiadomo
    że na pewno będzie wesoło ^^

    OdpowiedzUsuń