– I pomyśleć, że jutro ma być
zaćmienie słońca! – westchnęła Lena Darkness, przytulając się mocniej do męża,
Arona Darkness.
– Tak. I jutro się urodzi nasza
córeczka, kochanie. Czy na pewno nie chcesz wrócić do domu?– spytał z troską
Aron.
– Naprawdę się dobrze czuję.
Poza tym jest taka piękna noc…
Po
tych słowach zerwał się gwałtowny wiatr i zrobiło się nagle chłodno. Jednak na
tyle znośnie, że nie trzeba było zakładać bluzki na wierzch.
– Co się dzieje? – szepnęła
wystraszona Lena.
– Nie mam pojęcia… Chodźmy
szybko do domu.
Po
tych słowach zaczęli iść pospiesznie ścieżką do otwartych drzwi na tarasie.
– Stójcie! – zawołał czyjś
głęboki głos. Para stanęła jak skamieniała. Powoli się odwrócili. Ujrzeli przed
sobą ogromna zjawę przedstawiającą przystojnego, muskularnego mężczyznę z
kruczoczarnymi włosami, fioletowymi oczami, bladą cerą i czerwonymi jak krew
ustami. Jednego byli pewni– to nie był poltergeist i nie można było sobie
pozwolić na nieostrożny krok. Był to bowiem Dramon, starożytny demon oraz
Książę Ciemności i Śmierci. Darknessowie byli przerażeni.
Aron
przypomniał sobie o legendzie, która krążyła wokół jego rodu i nazwiska. Przed
tysiącem lat, jego x-pradziadek, Natan, spotkał w trakcie ucieczki Dramona i poprosił
go o pomoc. Ten się zgodził, pod warunkiem, że będzie mógł wziąć w posiadanie
duszę mężczyzny i potem żądać od jego potomków usługi. Natan, nie mając zbytnio
wyjścia, zgodził się. Ludzie mówili, że zmieniał się on co pewien czas w
przerażające stworzenie, podobne do wampira i nie znające litości dla nikogo. Był jednak na tyle przebiegły, że nigdy nie można mu było udowodnić winy.
Dramon korzystał ze swojej zapłaty przy każdym kolejnym pokoleniu przez
następne 500 lat, tworząc wokół rodu Darknessów aurę szacunku, strachu i
niepewności. Przez ostatnie pół wieku nie dawał jednak o sobie znać, poza
pojedynczymi przypadkami ukazania się kolejnym Darknessom, głównie płci
męskiej.
Aron
myślał, że dług został spłacony i że Książę Ciemności o nich zapomniał.
Przeliczył się.
– Witaj, Aronie. Myślałeś, że o
was zapomniałem, prawda? Tak myśleli też twój ojciec i dziadek… Ale zaczęło
mnie to już trochę irytować i postanowiłem naprawić swój błąd – Dramon zaśmiał
się cicho i złowieszczo.
– Czego od nas chcesz? – spytał
odważnie Aron, chociaż miał ochotę uciekać ile sił w nogach i ukryć gdzieś żonę
i ich jeszcze nienarodzoną córkę.
– Chciałem wam powiedzieć parę
rzeczy o waszej córce. Macie ją nazwać Julia, bo ja tak chcę. Będzie mi
służyła, ponieważ jest córką duszy mojej i Księżyca. To dlatego tak jasno
dzisiaj świeci. Cieszy się. Ja zresztą też, bo już czekam na nią ponad pół
wieku! – zagrzmiał niespodziewanie.
Lena
i Aron spojrzeli bezradnie po sobie.
– Nie oddam jej! Słyszysz? Nigdy
nie dostaniesz mojego dziecka, ty bestio! – wrzasnęła kobieta.
– Ojojoj… Oczywiście, że mi ją
oddasz. Nie powstrzymasz mnie, choćbyś się miała zabić. Czego ci zresztą też
nie pozwolę zrobić. Dziecko musi mieć matkę, prawda, kociaczku? – z pozoru
słodki głos krył w sobie ostrzeżenie. Dramon nie musiał zabijać, żeby ukarać.
Kara od niego była tysiąckrotnie gorsza od śmierci. Lena przełknęła ślinę.
– A czy nie możemy z tym
poczekać jakiś czas?– wtrącił nieśmiało mężczyzna.
– A kto powiedział, że teraz ją
chcę zabrać? Poczekam aż się urodzi i trochę podrośnie. Przecież nie nauczę
niczego małego dziecka. – zachichotał ochryple, po czym zniknął.
Nadeszła
pora rozwiązania. Urodziła się Julia Darkness, córka Leny i Arona Darkness oraz
córka duszy Dramona, Księcia Ciemności i Śmierci, oraz Księżyca, który miał
zostać jej stróżem…
------------------------
Tak więc.... Dzień dobry wieczór :D Zaczynamy przygodę z Julią na blogspocie. Jak na razie wstawię stare rozdziały bez większych zmian. Czyli, jak widać- są dość krótkie. Niedługo będą już nowe :) Zapraszam do czytania i komentowania!